Emocje w biznesie

Emocje to takie małe chochliki, które czasami bardzoooo utrudniają nam życie. Pal licho jak te emocje, to motyle w brzuchu do naszego partnera, partnerki, współmałżonka/ki 😉 chociaż i one potrafią zaburzyć nasze trzeźwe myślenie 😉 Gorzej kiedy złe emocje targają nami w strefie zawodowej. 

Kto mnie zna ten wie, że kiedyś (może trochę zostało do dzisiaj) byłam emocjonalna i to za bardzo. Strasznie mi to przeszkadzało i czasami paraliżowało. Wcześniejsza praca i ludzie, których spotkałam wtedy na swojej drodze, nauczyli mnie jak to wszystko opanować. Jak opanować stres przed ważną rozmową telefoniczną, jak zdobyć pewność siebie, która bardzo pomaga w załatwieniu spraw służbowych, jak rozładować gniew, aby druga strona w ogóle tego nie odczuła, i jak zachować „zimną krew” w trudnych sytuacjach z klientem. 

Teraz kiedy prowadzę swój własny biznes, co chwilę jestem narażona na różne emocje. Bardzo często się im poddawałam, ale to oznaczało tylko moją porażkę. Nauczyłam się, że nawet w trudnych chwilach, kiedy np. klient zmienia założenia do projektu co godzinę, drugi potrzebuje wszystko na już, a trzeci zapadł się pod ziemię i jego decyzyjność, a raczej jej brak, nie popchnie działań do przodu, muszę być tą opanowaną, dyplomatyczną i trzymającą nerwy na wodzy. 

Jak to robię?

Zamykam na chwilę komputer, wyłączam telefon, odcinam się od świata wirtualno – telefonicznego i znikam na kilka minut! Idę w tym czasie coś ugotować, choćby kawę na herbatę, zerknąć przez okno, do skrzynki na listy, pogadać z sąsiadką 

Co mi to daje?

Dużo! Przede wszystkim porzucam emocje, które nigdy nie są dobry doradcą. Podejmuje ważne działania w spokoju, aby rozwiązań zaistniały problem czy sytuację. Moim sukcesem jest to, że dzięki swojemu opanowaniu tych negatywnych emocji i uczuć, udaje mi się wszystko pozytywnie załatwić. Jasne, czasami się nie da, ale przynajmniej, zgodnie ze swoim sumieniem, rezygnuje z zadania bądź nawet współpracy.

Nie lubię stwierdzenia, że „klient nasz Pan”. Uważam, że to określenie ma się nijak do dzisiejszych czasów. Staram się żeby klient był zawsze zadowolony ze współpracy ze mną, ale kiedy nie nadajemy na tej samej fali, efekty współpracy są marne, a moje zasady i etyka biznesowa mocno naruszona, to dziękuję i się rozstajemy.

Moja praca, moja firma ma mi dawać satysfakcję i radość z tego co robię. Nie mogę sobie pozwolić na  robienie czegoś wbrew samej sobie.

Natomiast dobre emocje są zawsze mile widziane. Wszystko jednak w odpowiedniej dawce, co by nam woda sodowa nie uderzyła do głowy 😉

Dobrego tygodnia! 

 

 

 

About the author: Karina Marzec

Leave a Reply

Your email address will not be published.